piątek, 23 sierpnia 2013

Chętnie utoczę sobie krwi

1 komentarz :
Krew była wszędzie.
Słodka i słona jednocześnie, gęsta, lecz orzeźwiająca.
Wypływała z fioletowych żył, teraz wyraźnych pod bladą skórą obu ciał. Białe twarze zastygłe w grymasie przerażenia. Uchylone usta i wyłupiaste oczy z przesłoniętymi mgłą źrenicami. Splot nerwów na szyi w miejscu skręconego karku przypominał u jednej z ofiar pajęczą sieć. Była to dziewczyna, nie mogła mieć więcej, niż siedemnaście lat. Najwidoczniej wracając z wyjątkowo udanej imprezy znalazła się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.
Kilka metrów dalej leżało drugie ciało. Kończyny miało powykręcane pod dziwnym kontem, z ciemnych włosów kapała mieniąca się w świetle księżyca posoka. Pochylona nad nim istota zlizała krew z szyi martwego chłopaka, prawdopodobnie towarzysza zabitej parę minut wcześniej nastolatki. Potwór teatralnym gestem zebrał palcem czerwoną ciecz, zastygającą powoli na ustach mężczyzny. Zaśmiał się cicho, a odgłos ten przypominał pocieranie o siebie dwóch kawałków kredy. Bestia zadarła głowę ku górze, uśmiechając się do swojego odbicia w popękanym lustrze opartym o pojemnik na śmieci.
Zbrodnia idealna. Tak, był z tego dumny. Uwielbiał zabijać. Wyciskanie z głupich Przyziemnych oddechu było jego ukochanym zajęciem. Oczywiście, zaraz po pożywianiu się świeżą krwią. Zadowolony wysunął kły i polizał je bladym językiem. W miejscu zetknięcia z zębami pojawiły się dwie małe kropelki krwi. Znowu się zaśmiał. Jak bardzo naiwne były ludzkie istoty. Tak nieświadome, słodko bezbronne w obliczu jego morderczego instynktu. Żyli w przekonaniu, że panują nad wszystkim, że są panami własnego losu i nic im nie zagraża. W myślach przywołał ostatni błysk paniki w oczach dziewczyny, nim przebił jej tchawicę.
Wstał i przeszedł kilka metrów. Cmokając, stopą przewrócił drobne ciało blondynki na plecy. Głowa bezwładnie opadła obok ramienia. Z korpusem łączyły ją już tylko skóra i ścięgna. Morderca westchnął, przecierając sobie twarz zakrwawioną ręką. Cały umazany był krwią, jednak to nie było teraz ważne. Musiał się zastanowić, co zrobić ze zwłokami. Po tylu tygodniach polowań wyczerpał pomysły na prowizoryczne groby. Nie mógł też pozostawić ich tutaj, w zaułku ciemnej kamienicy. Wprawdzie odór zgnilizny i śmieci maskował fetor rozkładającego się ciała, jednak po kilku dniach ktoś na pewno przyszedłby opróżnić kontenery. Cóż, nie zastałby miłego widoku.
Przyklęknął by podnieść ciało, kiedy usłyszał niezidentyfikowany dźwięk. Zmarszczył brwi i w tym samym momencie coś świsnęło mu koło ucha. Z impetem uderzył o tylną ścianę budynku. Mur zatrząsł się niebezpiecznie, posyłając ku ziemi czerwone odłamki cegieł i tynku. Potwór zaklął soczyście i szybkim – dla zwykłego Przyziemnego niewidzialnym – ruchem wyrwał sobie z barku srebrną strzałę. Czarnymi oczyma powiódł po całej długości broni z niemą ciekawością. Gdy zdał sobie sprawę, do kogo należy, zaśmiał się w głos, wysuwając ostre niczym brzytwy zęby.
- No dalej, Nocny Łowco – powiedział do siebie, chociaż wiedział, że nieznajomy go słyszy. - Wyłaź i zabaw się ze mną.

Nie zdążył dokończyć zdania, gdy na ziemię upadło coś niezwykle jasnego. Zmrużył oczy, by dostrzec coś podnoszącego się powoli z ziemi. A raczej kogoś. Najpierw doszedł do wniosku, że to blask księżyca płata mu figle. Bowiem napastnik mienił się odcieniami bieli i srebra. Tylko strój miał czarny, jak przystało na prawdziwego Nefilim. Kobieta zbliżyła się do niego niespiesznie, wyciągając zza pasa połyskujące ostrze. Seraficki nóż. Kiedy znalazła się zaledwie kilka metrów od obcego, dostrzegł igrający na jasnoróżowych wargach uśmieszek.