Przyklęknął by
podnieść ciało, kiedy usłyszał niezidentyfikowany dźwięk.
Zmarszczył brwi i w tym samym momencie coś świsnęło mu koło
ucha. Z impetem uderzył o tylną ścianę budynku. Mur zatrząsł
się niebezpiecznie, posyłając ku ziemi czerwone odłamki cegieł i
tynku. Potwór zaklął soczyście i szybkim – dla zwykłego
Przyziemnego niewidzialnym – ruchem wyrwał sobie z barku srebrną
strzałę. Czarnymi oczyma powiódł po całej długości broni z
niemą ciekawością. Gdy zdał sobie sprawę, do kogo należy,
zaśmiał się w głos, wysuwając ostre niczym brzytwy zęby.
- No dalej, Nocny Łowco
– powiedział do siebie, chociaż wiedział, że nieznajomy go
słyszy. - Wyłaź i zabaw się ze mną.
Nie zdążył dokończyć
zdania, gdy na ziemię upadło coś niezwykle jasnego. Zmrużył
oczy, by dostrzec coś podnoszącego się powoli z ziemi. A raczej
kogoś. Najpierw doszedł do wniosku, że to blask księżyca płata
mu figle. Bowiem napastnik mienił się odcieniami bieli i srebra.
Tylko strój miał czarny, jak przystało na prawdziwego Nefilim.
Kobieta zbliżyła się do niego niespiesznie, wyciągając zza pasa
połyskujące ostrze. Seraficki nóż. Kiedy znalazła się zaledwie
kilka metrów od obcego, dostrzegł igrający na jasnoróżowych
wargach uśmieszek.
Podniósł się do
pozycji obronnej i rozchylił usta, pozwalając, by kły przecięły
mu dolną wargę. Usłyszał gardłowy śmiech intruza, lecz nie dał
po sobie poznać zdziwienia.
- Czego tu szukasz,
przebiegła Nefilim? - zapytał oschle, kątem oka obserwując miecz
w dłoni wojowniczki. Nie była to jej jedyna broń. Za szarym
skórzanym pasem przypiętym do bioder lśniło kilkanaście innych,
różniących się od siebie rozmiarem i wyglądem noży. Przez ramię
miała przewieszony kołczan pełen ostrych strzał. Jedną z takich
ściskał w prawej dłoni, czerwonym od krwi grotem skierowanym w
stronę Nocnej Łowczyni.
- Mogłabym cię zapytać
o to samo, wampirze. - głos dziewczyny, niezwykle twardy jak na
wątłą budowę, nie zdradzał ani napięcia, ani strachu.
Przechyliła głowę na bok, jakby oglądała wyjątkowo ciekawy
eksponat w muzeum. Biały kosmyk włosów wymknął się jej z ciasno
upiętego na czubku głowy koka i opadł na zarumieniony policzek. -
Krwiopijcy... Przebiegłe z was istoty, nawet jak na Podziemnych...
- Nie jestem byle jakim
krwiopijcą – syknął, coraz bardziej tracąc nad sobą panowanie.
Dziewczyna uniosła brwi. - Nazywam się...
- Walerian Falcman. -
dokończyła za niego spokojnie, palcem przejeżdżając po
powierzchni trzymanego ostrza. Walerian wytrzeszczył oczy, ale nic
nie powiedział, tylko warknął ostrzegawczo, gdy machnęła mieczem
w jego stronę. - Zdziwiony? Nie powinieneś być. Śledzę twoje
poczynania od dłuższego czasu. Znam twoją przeszłość, wszystkie
ofiary i klan, do którego należysz, właściwie jedyny w tym
mieście. - wydęła usta, jakby nad czymś się zastanawiała. - Co
za ironia. Falcman, to zdaje się żydowskie nazwisko? Widzę, że
los cię nie oszczędził.
Tego było mu za wiele.
W ataku furii rzucił się do gardła Nocnej Łowczyni. Nim jednak
zdążył pokonać połowę dzielącego ich dystansu, nieznana siła
po raz kolejny kazała mu cofnąć się do tyłu. Krzyknął
wściekle, zaciskając zęby. Biała broń sterczała mu z drugiego
barku. Rękojeść zatrzymała się zaledwie kilka milimetrów od
ciała. Wampir zawył, czując palący ból lewej ręki. Było tak,
jakby podpalono mu ramię. Gwałtownie chwycił nóż, nie zważając
na to, że runy wypalają mu dziurę w dłoni. Odrzucił go jak
najdalej od siebie i podniósł głowę, lecz dziewczyna zniknęła.
Rozejrzał się dokładnie, wypatrując błysku bieli lub srebra.
- Tak bardzo się boisz,
mała perełko? - zaskrzeczał. - Wyłaź se swojej kryjówki i walcz
ze mną!
Rozległ się kolejny
świst strzały przecinającej powietrze. W tej samej chwili wampir
odwrócił się na pięcie i spojrzał w górę. Dziewczyna kucała
na krawędzi dachu, z łukiem w ręce i uśmiechem wyższości na
twarzy. Zaśmiał się szyderczo, gdy opuściła łuk i lekko
zeskoczyła w dół, jakby od ziemi wcale nie dzieliło jej siedem
metrów.
- Nie lubię walczyć z
nierównymi sobie przeciwnikami.
Walerian zawył głośno.
Zamierzał skoczyć Nocnej Łowczyni do gardła i rozerwać jej bladą
skórę, jednak nagle poczuł silne ukłucie, jak gdyby coś
rozrywało mu wnętrzności. Nie mógł się poruszyć. Ogień rozlał
się po jego ciele, spopielając wpierw serce, a następnie trzewia.
Czół, że twarda skóra odpada z niego płatami. Spojrzał ze
strachem w oczy przeciwniczki, ale znów nigdzie jej nie dostrzegł.
Bezwładnie upadł przed siebie, rozpadając się na kawałki.
Wojowniczka z rękami na
biodrach obejrzała korpus Nocnego Dziecka, po czym chwyciła za
ramię strzały i wyrwała ją ze zgniłych, spopielonych zwłok.
Obejrzała w zamyśleniu runy, które wcześniej na nim narysowała.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz